Większość z nas, a może nawet wszyscy, uczyliśmy się w szkole jakiegoś języka obcego, najczęściej był to angielski. Kiedy jednak uświadomimy sobie, że uczyliśmy się go, powiedzmy, przez 9 czy 10 lat, a nasz poziom wcale nie jest powalający, można się wręcz załamać. Zaczynasz się zastanawiać, ile w takim razie czasu musiałbyś poświęcić, aby perfekcyjnie opanować ten język i porozumiewać się w nim swobodnie.Nie wspominając już o nauce całkiem nowego języka obcego, gdyby taki pomysł przyszedł ci do głowy. 20 lat? 30 lat? Połowę swojego życia? I tak, i nie – w tym wpisie znajdziesz złą jak i dobrą odpowiedź na to pytanie.

Niekończąca się opowieść

Zła wiadomość jest taka, że proces nauki języka obcego nigdy się nie kończy. Ciężko stwierdzić, kiedy moglibyśmy powiedzieć „Nauczyłem się języka obcego” – zamiast tego zwykle mówimy „Uczę się języka obcego od X miesięcy/lat”. Język można by uznać za „nauczony”, gdy np. potrafimy w nim już swobodnie prowadzić rozmowy na różnorodne tematy. Ale tak naprawdę nadal w takich rozmowach mogą pojawiać się słówka, wyrażenia, których nie znamy i które będziemy musieli sobie przyswoić jako całkiem dla nas nowe lub powtórzyć te, które gdzieś kiedyś widzieliśmy lub słyszeliśmy, ale nie zapadły nam wystarczająco w pamięć. Poza tym, niestety, mózg człowieka działa w ten sposób, że jeśli przez dłuższy czas nie używamy języka obcego, rozpoczyna się proces jego zapominania. Oczywiście, w przypadku gdy posługujemy się językiem obcym na wyższym poziomie, możemy pozwolić sobie na dłuższe przerwy, jednak, gdy dopiero zaczynamy, to dla osiągnięcia zadowalających rezultatów konieczna jest regularna nauka i trening.

Właśnie – regularność. To kwestia, z którą większość samouków ma kłopot. O ile w szkole byliśmy zmuszeni do regularnego odrabiania zadań, przygotowywania się do klasówek, wkuwania słówek, to jeśli postanawiamy uczyć się języka obcego samodzielnie, nie mamy nad sobą takiego przymusu. Zwykle przez kilka pierwszych dni idzie nam świetnie, siadamy do podręcznika codziennie, natomiast po mniej więcej tygodniu zaczynamy odpuszczać. Odpuścimy raz, bo na przykład jesteśmy zmęczeni i wmawiamy sobie, że jutro to nadrobimy. Kolejnego dnia wypadnie nam spotkanie z dawno niewidzianą przyjaciółką i znowu nauka języka obcego zejdzie na dalszy plan. Jak sobie z tym radzić? Ano tak, że powinieneś sobie aż tak bardzo nie ufać w kwestii własnego zapału do nauki, nawet jeśli na początku aż trudno go poskromić, i przygotować się na to jeszcze przed podjęciem wyzwania, jakim jest przyswajanie języka. Aby wyzwanie nie zakończyło się fiaskiem po kilku pierwszych dniach, niezbędna jest jedna niesamowicie ważna rzecz.

 

Motywacja – klucz do nauki języka obcego

Motywacja. To coś bez czego, moim zdaniem, nie opanujesz języka obcego. Być może będziesz się go uczył, jasne, ale będziesz to robił albo zbyt rzadko, albo będziesz stosował kompletnie nieefektywne metody, a także zajęcie to nie będzie ci sprawiało żadnej frajdy. Skutkiem będzie to, że nigdy nie będziesz w stanie swobodnie komunikować się w tym języku. Motywacja wpływa na wszystko. Bez motywacji zabraknie wspomnianej regularności – gdy tylko pojawi się pretekst do opuszczenia lekcji, wykorzystasz go. Bez motywacji nie będzie Ci się chciało poszukać ciekawych materiałów do nauki, a sam podręcznik to za mało. Bez motywacji nie wyjdziesz z domu, aby poćwiczyć język z native speakerem na spotkaniu tandemowym. Zostaniesz w domu, postanowisz sobie, że zamiast tego obejrzysz film po angielsku, ale szybko stwierdzisz, że jest zbyt trudny i wybierzesz ścieżkę z lektorem.

Kuferek na chwile zwątpienia

A jak w praktyce możesz wykorzystać wiedzę o potędze motywacji do wytrwania w nauce wymarzonego języka obcego? Otóż ja, dla każdego języka, o którym pomyślę sobie, że chciałabym się go nauczyć  – jeszcze zanim zacznę to robić – tworzę sobie w jakimś miejscu, które zapamiętam i do którego zawsze mam łatwy dostęp (w moim przypadku jest to aplikacja OneNote, którą mam zainstalowaną zarówno na komputerze jak i w smartfonie) odpowiedzi na pytanie: Dlaczego chcę się nauczyć tego języka? Od razu zaznaczę, że motywacje typu „bo wszyscy mówią po angielsku i mi wstyd” albo „bo mi się podoba” nie są wystarczająco silnymi motywacjami. Najlepsze motywacje to takie, które płyną do nas nie z zewnątrz, lecz z nas samych, z naszego wnętrza.

O mocy motywacji w dążeniu do swoich celów językowych na własnej skórze przekonałam się na podstawie mojej nauki niemieckiego i hiszpańskiego.

Niemieckiego zaczęłam się uczyć jeszcze w gimnazjum, kontynuowałam w liceum, a w czasie studiów przez jakiś czas uczęszczałam do szkoły językowej. W pewnym momencie przerwałam naukę i jak na razie do niej nie powróciłam. Gdy czytam po niemiecku, to co nieco rozumiem, jednak mówienie w tym języku zawsze mnie przerażało i nigdy nie byłam w stanie przełamać tej bariery.

Hiszpańskiego zaczęłam się uczyć kilka miesięcy temu i robię to regularnie. Od dwóch miesięcy nie miałam ani jednego dnia, w którym przynajmniej nie powtórzyłabym słówek lub nie zrobiła kilku lekcji w Duolingo. Codziennie wymieniam się nagraniami audio na WhatsAppie lub w aplikacji Tandem z native’ami lub innymi osobami uczącymi się tego niezwykle melodyjnego języka.

 

Gdy uczyłam się niemieckiego nie znałam jeszcze mocy motywacji, więc nawet nie zastanawiałam się nad tym, dlaczego to robię. Przed rozpoczęciem mojej przygody z hiszpańskim natomiast wypisałam sobie m.in. następujące motywacje: wyjazd do Hiszpanii jesienią 2019 roku na cały miesiąc i rozumienie menu w restauracji, śpiewanie hiszpańskich piosenek :), nowa flaga na identyfikatorze na Polyglot Gathering 2020. Przyszło mi do głowy, aby powrócić również do nauki niemieckiego, ale wiedziałam, że na tę chwilę to się nie uda – motywacje musiałam wymyślać na siłę i głównie płynęły one  z zewnątrz, jak np. to, że jest to język poszukiwany na rynku pracy czy też, że zawsze było to bardziej marzenie mojego taty niż moje własne.

Do motywacji, które mam wypisane zaglądam w chwilach zwątpienia. Gdy jest już późno i nie mam siły otwierać książki ani gapić się w telefon, właśnie w ten sposób przypominam sobie, po co to robię i dzięki temu jestem w stanie zmusić się do zrobienia choćby jednego, dwóch ćwiczeń, a zwykle ogarnia mnie przy tym tzw. stan flow i i tak robię więcej.

Co o tym myślicie? Uważacie, że motywacja rzeczywiście jest niezbędna do dążenia do swoich celów, nie tylko tych językowych? Jestem bardzo ciekawa, jakie Wy macie sposoby na motywowanie się do trwania w swoich postanowieniach? Może też tworzycie sobie takie motywacyjne kuferki, które otwieracie w chwilach zwątpienia? Podzielcie się w komentarzach!

A.

PS. Jeśli chcesz dostawać e-mail zawsze, gdy na blogu pojawi się nowy post – subskrybuj moją stoną podając swój adres mailowy w formularzu u góry strony.

Jedna rzecz, bez której nie opanujesz języka obcego
0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments