W idealnym świecie prawdopodobnie tłumaczylibyśmy wyłącznie na swoje języki ojczyste lub na języki, które znamy na poziomie natywnego użytkownika, bo na przykład mieszkaliśmy przez dłuższy czas w kraju, gdzie językiem urzędowym jest właśnie nasz język roboczy. W rzeczywistości, w której obecnie żyjemy, jesteśmy jednak zmuszeni do bycia bardziej elastycznymi i równie często podejmujemy się tłumaczeń, gdzie językiem docelowym jest język niebędący naszą mową rodzimą. Przyswajając sobie język od lat nastoletnich czy w wieku dorosłym, bardzo trudno jest osiągnąć perfekcyjny poziom, poznać wszystkie rejestry stylistyczne języka, słownictwo potoczne, kontekst kulturowy i tym podobne. W jaki sposób zatem możemy zapewnić klientowi najwyższą jakość tłumaczenia? Co zrobić, aby odbiorca tekstu tłumaczonego nie miał poczucia, że tekst oryginalnie powstał w innym języku?

W dzisiejszym wpisie zastanawiam się, czy korzystanie z korekty native speakera języka docelowego tłumaczenia to dobry pomysł. Myślę, że tekst będzie przydatny nie tylko dla młodych, początkujących tłumaczy, ale również dla osób, które już jakiś czas działają w branży i zastanawiają się, w jaki sposób mogłyby poszerzyć swoje kompetencje językowe i tym samym świadczyć jeszcze lepsze usługi. A zatem do rzeczy.

Rozwój gwarantowany

Znajomość języka obcego na poziomie C1/C2 absolutnie nie oznacza, że znamy już język perfekcyjnie i nie musimy się go dalej aktywnie uczyć. Osiągnęliśmy pewien poziom, posiadamy szeroką wiedzę, potrafimy się płynnie komunikować i rozmawiać nawet na specjalistyczne tematy, lecz po pierwsze: nie jest to wiedza „nieulotna”, która po prostu pozostaje z nami na zawsze. Jeśli nie będziemy jej powtarzać, odświeżać, używać, to zaczniemy zapominać – tak już działa ludzki mózg. Czasem trzeba nawet odkopać i powtórzyć podstawy. Po drugie: język jest tworem żywym, co oznacza, że zmienia się, rozwija podlegając wpływom zewnętrznym. Czy to sytuacji w świecie, czy to na skutek powstawania nowych przedmiotów i zjawisk oraz rozwoju technologii. W praktyce oznacza to, że słownik (prawdopodobnie) każdego języka powiększa się o nowe wyrazy, a inne stają się archaizmami. Przede wszystkim z tych dwóch ważnych powodów ciągły rozwój językowy jest tak bardzo istotny.

Podejrzewam, że nie tylko mi zdarzyło się zastanawiać, w jaki sposób mogę rozwijać swoje kompetencje językowe znając język na tak wysokim poziomie. Myślę, że problem ten dotyka przede wszystkim osób zajmujących się językami rzadszymi niż angielski czy hiszpański, ponieważ do takiego słowackiego czy norweskiego po prostu mało jest podręczników i innych materiałów stricte edukacyjnych na poziomach wyższych niż B2, a tym bardziej C1 – albo nie ma ich wcale.

Jeśli jesteś tłumaczem, to tutaj z pomocą przychodzi właśnie możliwość korzystania z korekty swoich tłumaczeń przez natywnego użytkownika języka docelowego. Tym przydługim wstępem chciałam powiedzieć, że korzystanie z usługi korekty to doskonały sposób na dalszy rozwój językowy. Podczas wykonywania tłumaczeń często masz do czynienia z tekstami bardziej złożonymi albo, chociażby, marketingowymi – które, przynajmniej dla mnie, zawsze stanowią niemałe wyzwanie. Współpracując z dobrym korektorem, który oprócz dokonania poprawek w tekście, będzie skłonny wyjaśnić twoje ewentualne wątpliwości językowe, możesz zyskać naprawdę wiele. Nie wiem do końca jak to działa, ale wydaje mi się, że nasz mózg jakoś szczególnie zapamiętuje krytykę czy sytuacje, gdy ktoś koryguje nasze błędy. Podejrzewam, że bycie poprawianym przez kogoś innego wywołuje w nas pewne emocje, które z kolei motywują nas do tego, aby stawać się lepszym i w przyszłości nie popełniać tych samych błędów. I stąd właśnie wzięło się powiedzenie, że człowiek najlepiej uczy się na swoich własnych błędach. W moim przypadku sprawdza się ono doskonale!

Podsumowując, potraktuj korekty jako środek dalszego rozwoju, uczenia się, udoskonalania swoich kompetencji językowych i warsztatu translatorskiego. Pamiętaj też, że nie wszystko znajdziesz w słownikach. Podejrzewam, że tak jak ja, korzystasz również ze słowników internetowych, które pokazują słówka i zwroty w kontekście, lecz tak naprawdę nigdy nie masz pewności, kto je stworzył i czy rzeczywiście  dany zwrot czy słówko jest poprawne. Dlatego konieczna jest dodatkowa weryfikacja – jeśli posiądziesz wiedzę o tym, jak naprawdę powiedziałby to Słowak/Czech/Anglik/Hiszpan stanie się ona dla ciebie o wiele szybsza i skuteczniejsza.

As w rękawie

Spróbuj na chwilę wejść w rolę twojego klienta – a może nie musisz, bardzo prawdopodobne, że zdarzyło ci się już kiedyś zamawiać tłumaczenie na własne potrzeby. Zastanów się, komu zdecydowałbyś się zlecić swoje tłumaczenie – osobie, która proponuje niższą stawkę i nie masz pewności co do jej doświadczenia, czy osobie, której również nie znasz, proponuje wyższą stawkę, ale w cenie daje ci też korektę tekstu wykonaną przez native’a danego języka obcego. Oczywiście, nie ma podstaw, aby nie ufać tłumaczom, nie wierzyć w ich wykształcenie czy doświadczenie, jednak mnie osobiście bardziej przekonuje opcja druga. Daje mi pewne poczucie bezpieczeństwa i pewność, że wykonawca dba o jakość usługi, którą sprzedaje.

Warto zatem potraktować współpracę z korektorem jako swój atut. Dlaczego by nie wykorzystać tego faktu, do zachęcenia klientów do zlecenia pracy właśnie nam? Myślę, że to doskonały sposób, aby zapewnić kompleksowość usługi, którą sprzedajemy i zagwarantować klientowi, że otrzyma naprawdę dobrze przetłumaczony tekst. Trzeba sobie uświadomić, że klient nie znając języka obcego, na który zamawia tłumaczenie, tak naprawdę nawet nie jest w stanie ocenić, czy otrzymał produkt wysokiej czy niskiej jakości. W rzeczywistości osoba taka obdarza nas dużym zaufaniem. Dlatego powinniśmy sprawić, aby klient poczuł się bezpiecznie i pewnie decydując się na nasze usługi dążąc do tego, aby również wrócił do nas w przyszłości lub polecił nas swoim znajomym czy kontrahentom.

Dlaczego nie?

Zastanawiając się nad powodami, które mogłyby powstrzymywać nas od oddawania naszych tłumaczeń do korekty, przychodzą mi do głowy w zasadzie tylko dwa. Pierwszym z nich jest, oczywiście, kwestia finansowa. Jeśli dokonujesz wyceny dla klienta bezpośredniego, zaproponuj mu odpowiednio wyższą cenę, tak abyś miał budżet na zlecenie tekstu do korekty. Być może będzie to dla niego w porządku – zamawiając tłumaczenie za pośrednictwem biura tłumaczeń i tak oprócz naszego wynagrodzenia musiałby zapłacić marżę dla biura, więc możliwe, że ostateczna kwota będzie podobna. Skoro już mowa o biurach tłumaczeń – tutaj może być trudniej wynegocjować odpowiednią stawkę, natomiast w tych przypadkach warto spojrzeć na to jak na inwestycję. Możesz na przykład uznać, że część tego wynagrodzenia przeznaczasz po prostu na swój własny rozwój, co z pewnością zwróci ci się kiedyś z nawiązką! Im więcej doświadczenia, rzeczywistych umiejętności, zadowolonych klientów, tym bardziej twoje usługi zyskują na wartości i możesz stopniowo podnosić swoje ceny. Pamiętaj, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. 🙂

Myślę sobie też, że może masz znajomych w kraju docelowym, którzy wykonają takie sporadyczne korekty w ramach koleżeńskiej przysługi czy mniejszego wynagrodzenia. A może masz znajomych tłumaczy pochodzących z kraju twojego języka roboczego i możecie potraktować korekty na zasadzie wymiany „korekta za korektę”. Jeśli nie możesz sobie pozwolić na poświęcenie części wynagrodzenia, to warto pomyśleć właśnie o takich alternatywnych rozwiązaniach. Działają też na rynku biura tłumaczeń, które oddają twoje tłumaczenia do korekty native speaker’owi i wracają do ciebie z feedbackiem – zdecydowanie warto współpracować z takimi agencjami.

Drugi powód, który przychodzi mi na myśl jest bardziej psychologiczny niż pragmatyczny. A mianowicie możemy nie zdecydować się na przekazanie naszego tłumaczenia korektorowi, ponieważ powstrzymuje nas przed tym zwyczajny strach. Strach przed krytyką, strach przed zwątpieniem w swoje umiejętności i to, co robimy. Rzeczywiście może okazać się, że korektor wprowadzi sporo zmian lub niezbyt pozytywnie oceni nasz tekst, ale pamiętaj, że nie robi tego po to, aby ci, mówiąc kolokwialnie, dowalić. Jeśli naniósł dużo poprawek, to wręcz doskonale! Oznacza to, że przyłożył się do swojej pracy i podaje ci na tacy materiał do nauki i stawania się coraz lepszym. Uwierz mi, że jeśli rzetelnie odrobisz swoje zadanie domowe i wyciągniesz wnioski, to z czasem tych błędów będzie coraz mniej, a twoje teksty będą coraz lepsze.

 ***

A jak u ciebie działa nauka na własnych błędach? Czy podobnie jak ja doceniasz tę metodę i czerpiesz z niej, ile się da? Jeżeli jesteś tłumaczem, to czy oddajesz swoje teksty do korekty lub czy robiłeś/robiłaś to na początku swojej kariery w branży? Jestem bardzo ciekawa, jak to wygląda u Was i co o tym myślicie – warto czy nie warto? Dziękuję za wszelkie komentarze!

Trzymajcie się zdrowo,

Agata

PS. Jeśli podobają Ci się moje wpisy i chciałbyś/chciałabyś, abym informowała Cię mailowo za każdym razem, gdy na blogu pojawi się nowy post, zachęcam Cię do zapisania się na mój newsletter. Wystarczy, że podasz swoje imię i adres e-mail w poniższym formularzu, a nie umknie Ci już żaden artykuł! Mi natomiast będzie bardzo miło z tego powodu. 🙂

Zapisz się na newsletter

* pola obowiązkowe
Czy warto korzystać z korekty native speakera?
Tagi:                    
0 0 vote
Article Rating
Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments