Cześć!

Minął październik i nadszedł czas na małe porządki na blogu i w związku z tym niniejszym wpisem rozpoczynam nową kategorię postów, która będzie nosić tytuł W międzyczasie. Nowe wpisy z tej serii będziecie mogli znaleźć na blogu w każdy pierwszy wtorek miesiąca, a w nich podsumowanie minionych trzydziestu dni.

Co będzie zawierać podsumowanie miesiąca?

Myślę, że ostatecznie każdy znajdzie w nim coś dla siebie. 🙂 Dla tłumaczy i osób zainteresowanych tą branżą, a także freelancerów pracujących w innych dziedzinach, będę mieć opowiastki o tym, nad czym ciekawym pracowałam podczas poprzedniego miesiąca. Będę także publikować moje subiektywne spostrzeżenia dotyczące pracy na własny rachunek. Druga część będzie z kolei skierowana przede wszystkim do osób, które kochają uczyć się języków obcych lub po prostu szukają urozmaicenia w swoim, dobrowolnym lub mniej, procesie nauki. Opowiem, co działo się u mnie w ostatnim miesiącu w kwestii rozwijania swoich kompetencji językowych. W trzeciej części natomiast chcę się z tobą dzielić tym, co w ostatnim czasie najbardziej mnie inspirowało – znajdziesz w niej zatem ciekawe linki, polecenia książek, podcastów czy też interesujących filmów video.

Skąd pomysł na nowy cykl wpisów?

Myślę, że każdy z nas może przyznać, że Internet daje mu niezwykle wiele – wiele inspiracji, pomysłów, wiedzy, rozrywki, możliwości. Jako, że sama mam wreszcie swoje własne małe miejsce w sieci, uważam, że poniekąd moim obowiązkiem jest dzielić się wartościami, które posiadam oraz swoją wiedzą – podać dalej w świat to, co otrzymałam od innych.

Zapraszam!

***

W pracy

Październik był dla mnie miesiącem, w którym miałam okazję, w nieco bardziej ekscytujący sposób, skorzystać z uroków zawodu, który w większości czasu umożliwia pracę z dowolnego miejsca na Ziemi. Prawie cały październik spędziłam bowiem w Las Palmas na Gran Canarii pracując i jednocześnie korzystając z zalet życia na słonecznej, wulkanicznej wyspie. Na miesiąc wcieliłam się zatem w rolę tak zwanego cyfrowego nomady 😀

Dokładniej moje wrażenia z pracy z Gran Canarii, wraz z podsumowaniem, opiszę wkrótce na blogu w oddzielnym wpisie. Tutaj chciałabym jednak w wielkim skrócie zawrzeć kilka osobistych spostrzeżeń.

  • Największym plusem była… możliwość odpoczęcia po pracy na ciepłej plaży lub spacerując wzdłuż przepięknej promenady przyozdobionej egzotycznymi palmami. Jako, że mieszkanie, które wynajmowaliśmy znajdowało się kilka minut od jednej z najładniejszych i najdłuższych plaż miejskich w całej Hiszpanii, było to zadanie wyjątkowo łatwe do zrealizowania (również jako przerwa podczas pracy), a przy tym niesamowicie odprężające.
  • Największym minusem był… brak własnego biurka i ergonomicznego miejsca do pracy, jakie mam u siebie w domu. Może się to wydawać dosyć prozaiczną kwestią, jednak nawet pomimo tego, że na wyspie pracowałam mniej niż zwykle, to kilka godzin spędzonych na niewygodnym taborecie bez oparcia potrafiło dać w kość moim plecom. Z drugiej strony zmusiło mnie to do przekonania się na własnej skórze, jak to jest pracować na stojąco 😉
  • Warto czy nie warto…? Zdecydowanie WARTO! Uważam, że mając takie możliwości jak dzisiaj – wynajęcie wyposażonego mieszkania na krótki okres, dostęp do WiFi niemal wszędzie, tani roaming w Unii Europejskiej – zorganizowanie sobie takich wakacji połączonych z pracą, gdzie sami możemy regulować ile i kiedy pracujemy, jest genialnym pomysłem. Choćby dlatego, że jako freelancer w normalnych okolicznościach większość czasu spędzamy w domu – nowe miejsce, inna okolica, odmienne widoki za oknem mogą przynieść mnóstwo nowych inspiracji, energii do działania i silnych motywacji.

W językach

W związku z pobytem w Hiszpanii w październiku miał miejsce mój debiut w rozmowie z Hiszpanami po hiszpańsku, twarzą w twarz. Mogłam przekonać się, czy metody, z których korzystam są skuteczne, czy po czterech miesiącach codziennej nauki jestem w stanie porozumieć się w sklepie bądź w restauracji. Wyjazd do Hiszpanii stanowił również jedną z moich najważniejszych motywacji do nauki tego języka.

Jak mi poszło? Szczerze mówiąc, na początku byłam nieco zdemotywowana, ponieważ zdarzało się, że próbując mówić po hiszpańsku moi rozmówcy, kiedy widzieli, że jest mi trudno się wysłowić, przechodzili na angielski. Z czasem jednak uzupełniłam swoje słownictwo o przydatne zwroty, jak na przykład „Czy mogę prosić o rachunek?”, „Czy można płacić kartą?” i starałam się ich aktywnie używać. Sama satysfakcja z tego, że Hiszpanie, nawet w takich banalnych, codziennych, sytuacjach, zaczynają mnie rozumieć wynagradzała kilkumiesięczny trud nauki. Podstawowe słownictwo i zasady gramatyczne, które już znałam, z pewnością przydały się w restauracjach przy zamawianiu posiłków – dzięki temu mniej więcej wiedzieliśmy, co zostanie nam podane.

Myślę też, że samo przebywanie w hiszpańskim środowisku przez miesiąc pozwoliło mi osłuchać się z językiem, nauczyć się i nieco utrwalić potoczny język używany przez lokalnych mieszkańców na ulicach Las Palmas. Przede wszystkim jednak wyjazd ten dał mi tak zwanego „kopa” do dalszej nauki hiszpańskiego.

Podaję dalej

Kiedy już nieco znudził mi się szum oceanu, 😉 leżenie na plaży i długie spacery okazały się świetną okazją do słuchania podcastów. Osobiście jestem wielką fanką różnego rodzaju podcastów, których słucham we wszystkich językach, których się uczę. Uważam, że to doskonały sposób na przyswajanie wiedzy właśnie w tym tak zwanym „międzyczasie” – ja najbardziej lubię słuchać podcastów podczas spacerów, gotowania czy sprzątania. Zazwyczaj korzystam z aplikacji Player FM dostępnej na smartfony.

W tym miesiącu chciałabym polecić ci anglojęzyczny podcast How I Built This, a w szczególności odcinek z udziałem Howarda Schultza, czyli człowieka, który doprowadził sieć kawiarni Starbucks do stanu dzisiejszego. Podcast możesz znaleźć i posłuchać tutaj. Wywiad jest moim zdaniem genialny – historia jest pełna humoru, zaskakujących zwrotów akcji, a przede wszystkim pokazuje jak stopniowo powstawała „potęga” Starbucksa i z jakimi trudnościami musiał mierzyć się po drodze człowiek, który ją wypromował, aby w końcu osiągnąć światową renomę. Poza merytoryczną częścią śmiało mogę polecić ten odcinek podcastu jako ćwiczenie językowe – jest on w języku angielskim, jednak Howard mówi stosunkowo wolno, używa bardzo ciekawych zwrotów. Zdecydowanie warte przesłuchania.

***

To już wszystko w październikowym Międzyczasie. Być może znalazłeś w nim coś dla siebie – mam nadzieję, że tak właśnie było! 🙂 Daj znać, czy wpis był dla ciebie interesujący lub czego ci w nim brakowało, co przeszkadzało, co byś zmienił.

A tymczasem – inspirującego tygodnia!

A.

W MIĘDZYCZASIE #1 – październik 2019

Zostaw komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o